gwiazdek

Donald Trump lub Frank Underwood: kto daje lepszy prezydent?

Anonim

Porównanie z "House of Cards"

Jeden ma język ciała przebiegłego zawodowego polityka. Krótkowłosy, siwowłosy, zimny wyraz, kontrolowane gesty, podbródek mocno pochylił się do przodu. Druga wydaje się być jego własną kreskówką, ale mocno przesadzona. Migoczące spojrzenie, oszałamiające gesty, wyraz twarzy przypominający komiks, często wspierany przez ostro podniesiony palec wskazujący. A fryzura? Dziwne szaleństwo, przeważnie z pędem do przodu, czasem zdmuchnięte przez wiatr, warstwa wierzchnia w kolorze pomarańczowym, pod którym mieni się szara.

Dwaj prezydenci USA mierzą się ze sobą, kto jest tym prawdziwym?

Głupie pytanie: Oczywiście, Donald Trump (71). Drugim jest Frank Underwood, prezes nagradzanego serialu "House of Cards", który zmienia grę polityczną Waszyngtonu w ekscytujący temat rozrywkowy. Zdobywca Oscara Kevin Spacey (58) gra genialnego taktyka Underwooda, którego Marsjanie bez wątpienia uznają za właściwego prezydenta, gdy po raz pierwszy spotkają obie postacie.

Dramat intrygujący "House of Cards" działa od 2013 r. Obecny piąty sezon jest dostępny od końca maja 2017 r. Fikcyjny prezydent Underwood, prawdziwie bezlitosny człowiek o władzy, był na czele długo przed Donaldem Trumpem. Uderzające są podobieństwa obu postaci.

Kto to powiedział: rzeczywistość czy fikcja?

Porównując uderzające slogany Underwooda z tymi z Trumpa, tylko najlepsi koneserzy serialu lub Donald Trump mogą stwierdzić, skąd pochodzą. Przykłady: "Mógłbym stanąć na środku Piątej Alei i zastrzelić kogoś - ludzie nadal by na mnie głosowali.", "Powinniśmy po prostu anulować wybory i dać mi zwycięstwo.", "Wygraliśmy słabo wykształconych dla siebie. Uwielbiam słabo wykształconych. " Lub "Rozumiem, dlaczego jej były mąż zostawił ją dla innego mężczyzny - podjął właściwą decyzję".

Wszystkie te cytaty, które można by skojarzyć z politykiem-imitacją, pochodzą od Donalda Trumpa. Przysłowia z powieści Frank Underwood brzmią bardziej suwerennie i zbliżają się do zwykłego (prawdziwego) żargonu Waszyngtonu: "ludzie szanują władzę, nie uczciwość.", "Moc jest bardzo podobna do nieruchomości, liczy się przede wszystkim lokalizacja bliżej źródła, tym wyższa wartość. "

Tylko czasami Underwood szykuje prawdziwego Donalda Trumpa. Ale kto wie, co jeszcze z tego pochodzi? "Ideologia jest czymś w rodzaju akademickich spodni, nic dla mnie!", "Moim zadaniem jest wydmuchanie rur, aby gówno mogło wyssać".

Kto bardziej przypomina prezydenta?

Bezpośrednie porównania pomiędzy Trumpem i Underwoodem mogą zazwyczaj decydować o sobie (jako lepszym i bardziej wiarygodnym polityku). Po pierwsze, efekty zewnętrzne: Underwood jest znacznie lepiej ubrany. W odpowiednim momencie zamyka kurtkę i wiąże krawat tak, że kończy się na środku paska i nie wskazuje kolan.

Underwood wyraża się bardziej elokwentnie i jest oczywiście bardziej wykształcony niż prawdziwy prezydent. Następne zdanie Trumpa nigdy nie przyszło mu do głowy: "Belgia to piękne miasto - wspaniałe budynki, byłem tam wiele, wiele lat temu."

Underwood jest częścią waszyngtońskiego establishmentu politycznego, którego skorumpowane struktury Trump były tak konsekwentnie w kampanii wyborczej. Jest lodowatym, wyrachowanym taktykiem. Z kolei Donald Trump rzadko myśli o swoich działaniach.

W przedstawieniu amerykańskiego dyrygenta Stephen Colbert, aktor Kevin Spacey został zapytany, do kogo przemawiał Underwood, kiedy trzymał monologi bezpośrednio w kamerze. Spacey odpowiedział: "Donaldowi Trumpowi". Ale staje się również jasne, że Trump w ogóle nie słucha słów prezesa telewizji. Byłoby trochę Underwood Trump dobrze, to przynajmniej on miałby "mały plan", powiedział Colbert.

"Facet dostaje wiele regulacji", mówi były prezydent Barack Obama z Underwood, "Chciałbym, żeby wszystko było tutaj tak wydajne". A Bill Clinton żartobliwie powiedział, że 99% "House of Cards" będzie zgodne z rzeczywistością.

Prawdziwa pierwsza dama: Melania czy Claire?

Oto różnice, takie jak dzień i noc. Claire Underwood, grana przez gwiazdę Hollywood Robin Wright (51), jest w "House of Cards" na równi z prezydentem. "Zimna jak husky, strategiczna jak mistrz szachowy, politycznie odważna i kompletnie bezwzględna" - opisuje szwajcarski portal internetowy "bluewin".

Tak więc, ta liczba jest całkowitym przeciwieństwem zamaskowanej Melania Trump, 47, która najwyraźniej czuje się wyjątkowo niekomfortowo w swojej roli Pierwszej Damy, sądząc po swoim języku ciała, odsłaniając oznaki pewnej niechęci. W końcu w Waszyngtonie krąży plotka, że ​​Melania jest zorientowana w swoim stylu ubierania elitarno-eleganckiej Claire Underwood, ale pewien plagiat nazywa się pani Trump na jakiś czas.

Kto ma lepszych doradców?

To oczywiście będzie Frank Underwood, ponieważ polega on na ciągłości w całej jego nieprzewidywalności. Jego mężem w tle jest były agent CIA Doug Stamper (Michael Kelly). Były alkoholik, który również nawraca, jest szefem psa oddanym swojemu panu. Podejrzewa on swoje pomysły i życzenia bez wymawiania ich - a nawet zabija dla swojego prezydenta.

Donald Trump nie ma takich lojalnych pracowników. Nosi swoich ludzi jak frontowych żołnierzy. W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy potrzebnych było nie mniej niż sześciu doradców, w tym tak znamienitych ludzi jak Stephen Bannon, główny ideolog Trumpa i dyrektor ds. Komunikacji Anthony Scaramucci, absolwent Harvardu, którego mimika czasami przypomina postać Jerry'ego Lewisa. Obecnie były generał John Kelly jest nowym szefem sztabu. Jego okres półtrwania: nieznany.

Prezydent USA Donald Trump "ukradł" wszystkie nasze pomysły na temat elektrowni w Waszyngtonie, powiedziała aktorka Robin Wright podczas Festiwalu Filmowego w Cannes. Jej seryjny partner Kevin Spacey nadal wierzy w wyższość "Domu Kart", ponieważ "mamy lepszych pisarzy".

Jeśli tylko on się nie myli. Donald Trump jest jego "własnym dramaturgiem", pisze Bild. "On jest także jego własnym reżyserem i on sam decyduje się na obsadę wszystkich głównych ról." Süddeutsche Zeitung cytuje prezentera CNN, który przyznał się, że cierpi z powodu odejścia Trumpa po tygodniowych wakacjach na plaży, "jak gdyby na końcu serii", kiedy nie można się już doczekać, aby kontynuować.

"Częściowo jesteś winny temu systemowi, pozwoliłeś na to wszystko, witamy na końcu Wieku Rozumu" - mówi prezydent Underwood do swoich wyborców w adresie telewizyjnym w "Domu Kart". Koniec serialu? Następnym słowem, a nie ostatnim, jest Donald Trump. Wkrótce w tym teatrze.