gwiazdek

Alien: Covenant's director Ridley Scott: Już piszę o następnej części

Anonim

Dyrektor kultowy w wywiadzie

Prawie 40 lat temu, kiedy Sigourney Weaver (67), inaczej Ellen Ripley, doświadczyła ponadnaturalnego spotkania trzeciego rodzaju na pokładzie Nostromo. Arcydzieło Ridleya Scotta (79) "Alien" jest nadal doskonałym przykładem filmowego małżeństwa obrzydliwej fantastyki naukowej i okropnego horroru. Dlaczego dostrzegł konieczność ograniczenia grzbietu konia za pomocą "Prometeusza", a teraz "Obcego: Przymierza" 18 maja, i dlaczego zarówno ewolucja, jak i religia są ważnymi tematami w nowym filmie, Sir Ridley Scott wyjaśnił w wywiadzie dla agencji prasowej w wiadomościach.

Panie Scott, w przeszłości nigdy nie byłeś szczególnie zainteresowany zrobieniem sequela jednego z twoich filmów. Co jest takiego specjalnego w "obcym" wszechświecie?

Ridley Scott: Po pierwszym filmie pozostało trzech zwolenników. Jeszcze więcej z filmami "Obcy kontra Predator". We wszystkim zawsze myślałem sobie: Jaka szkoda, że ​​nikt nie zadaje pewnych pytań. Dlaczego ten statek jest na planecie? Skąd pochodzą jajka w obszarze lądowania? A kto jest osobą w fotelu pilota? Nikt nie zadał tych pytań.

Więc sequele zmotywowały cię do ponownego rozdania?

Scott: Poszedłem do Foxa i zaproponowałem im, aby wskrzesili serię filmów. Ponownie poświęcić się tej historii. Ale jeśli to zrobimy, będziemy musieli zrobić to jeszcze raz, jako prequel. Cała sprawa zaczęła się od "Prometeusza" i kontynuowana jest przez "Alien: Covenant". Właściwie to już piszę w następnej części.

Filmowiec musi być trudny do zobaczenia, jak inni przyjmują stery. Czy czułeś się jak kontynuacja "obcych"?

Scott: Nie, nie to. Największą niespodzianką dla mnie było to, że nawet nie brałem pod uwagę drugiej części. Ale znaleźli bardzo dobrego reżysera (James Cameron, przyp. Red.). Oczywiście na początku zastanawiałem się nad tym i pomyślałem: "Witamy w Hollywood!"

Mówiąc o akcie tworzenia - to właśnie temat stał się motywem przewodnim "Prometeusza" i "Obcego: Przymierza".

Scott: Dokładnie. Sprawiłem, że historia była bardziej złożona. Rób z nią bardziej złożone pytania. Nie chodzi tylko o postęp techniczny sztucznej inteligencji, ale o ewolucję. KI David (rola Michaela Fassbendera, komentarz redaktora) skupia się na zakłóceniach, które my, jako ludzie, często nosimy w sobie. Jest na skrzyżowaniu ludzkich zachowań i decyduje, że jesteśmy rozczarowani jego oczami.

Widok autobiograficzny?

Scott: Nie, to bardzo ponury widok. Są wspaniali ludzie. Świat, w którym żyjemy, przynosi ze sobą tak wiele korzyści. Do kogo straszne czyny są czasami przeciwne.

Czy cała seria "obcych" jest symbolem niekończącej się ludzkiej pychy?

Scott: Możesz to zobaczyć w ten sposób, tak. Nawet jeśli ewolucja stworzenia jest dla mnie na pierwszym planie. Nie wiem dokładnie, dokąd zmierza podróż. Po prostu patrzę, dokąd mnie prowadzi.

Z rolą Katherine Waterston film pozostaje wierny tradycji silnej, kobiecej bohaterki. W 1979 roku uznano to za rewolucyjne.

Scott: Nawiasem mówiąc, nigdy nie zrozumiałem. Sigourney był idealnym wyborem, którego nigdy nie kwestionowałem. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak ważna była ta decyzja.

Decyzja, która jest nadal ważna 40 lat później?

Scott: Nie, to na szczęście zmieniło się dramatycznie.

Postać Billy'ego Crudupa mówi coś bardzo interesującego na początku filmu. Mówi: "Załoga mi nie ufa, bo jestem człowiekiem wiary".

Scott: Pytanie, które chciałbym zadać, czy kiedykolwiek dojdziemy do tego stopnia, że ​​jesteś szaleńcem, ponieważ jesteś religijny?

Co myślisz? Czy nauka pewnego dnia okaże się zwycięzcą walki z duchowością?

Scott: To jest odwieczne pytanie. Nie sądzę. Kiedy kręciłem film "Marsjanin", ściśle współpracowałem z naukowcami. Ludzie, którzy każdego dnia zajmują się złożonymi pytaniami na temat wszechświata. W końcu zapytałem, kto z nich wierzy w Boga. Z siedmiu, czterech zgłosiło.